Sztab w komplecie

Jeff Bower i Stan Van Gundy podczas konferencji prasowej
Coach Van Gundy zatrudnił już asystentów. Weteran NCAA oraz NBA, również jako główny coach, Brendan Malone wraca do Detroit, gdzie pracował jako asystent w latach 1988 - 95 i miał swój wkład w dwa tytuły mistrzowskie. Jego specjalnością jest defensywa i ponoć był głównym architektem obrony zespołowej przeciwko Jordanowi, tzw. Jordan Rules. W Toronto Malone był pierwszym coachem, kiedy generalnym menedżerem był Isiah Thomas. Generalnie, Malone zwiedził dużą część ligi, choć pozostaje związany z klubami ze Wschodniego Wybrzeża. W latach 2007 - 12 pracował w Orlando u boku Van Gundy'ego. Syn Brendana, Mike Malone jest obecnie coachem Sacramento Kings. Analizą statystyczną, układaniem strategii i planów meczowych meczowych zajmie się Charles Klask, który pracował już w Detroit jako analityk wideo, a ostatnio w latach 2011 - 13 jako asystent. W międzyczasie spędził 10 lat w Orlando, gdzie również miał okazję dobrze poznać się z Van Gundym. Wywodzi się z Michigan i jest absolwentem Michigan University. Sztab trenerski dopełnia Bob Beyer, który przez 30 lat zwiedził wiele klubów NCAA i NBA, pracując jako skaut oraz asystent. Z Van Gundym pracował w Magic w tych samych latach co Malone. Na poziomie uniwersyteckim miał okazję pracować dla Boba Knighta w czasach jego kariery w Texas Tech. Ostatnie dwa sezony spędził jako asystant Golden State i Charlotte.
Adam Glessner również przeprowadza się z Charlotte, gdzie był asystentem. Sprawdził się w NCAA, gdzie był m.in. asystentem Billy'ego Donovana na Florydzie, kiedy Gators zdobywali mistrzostwa.  Z Van Gundym pracował w Magic jako analityk i koordynator wideo. W Detroit będzie odpowiedzialny za skauting.

Zdaję sobie sprawę, że są to lakoniczne informacje. Przygotowanie i prowadzenie drużyny to wysiłek całej rzeszy ludzi. Praca, którą wykonują za kulisami jest przeważnie niewidoczna, nawet dla zagorzałych fanów. Właściciel, prezydent, główny menedżer, coach, zawodnicy - to oni reprezentują większą grupę ludzi, którzy pracują na wspólny sukces. Niestety na nich przeważnie kończy się rozpoznawalność. Skauci, asystenci, analitycy, trenerzy od przygotowania kondycyjnego, rzutowego, dietetycy, psychologowie, etc. - rzadko możemy dostrzec i właściwie ocenić ich pracę. Osobiście żałuję,  bo kulisy prowadzenia organizacji w NBA uważam za temat równie ciekawy co owoc ich pracy, czyli grę drużyny. Szczególnie polecam w tym kontekście, książkę Breaks of the Game - relację z sezonu 1980/81 Portland Trailblazers utkaną z często osobistych historii graczy, skautów, trenerów, właścicieli, menedżerów i wielu innych, którzy byli wówczas związani z NBA i koszykówką w ogóle.

A skoro już wspomniałem o zarządzaniu, prezydent Van Gundy zatrudnił nowego generalnego menedżera w osobie Jeffa Bowera. Bower tak się tym przejął, że zgolił firmowe wąsy. A może to Van Gundy postawił sprawę jasno: Słuchaj, tutaj tylko jeden z nas może nosić wąsy. Ja jestem szefem, więc ... Tak, czy inaczej, Bower to bardzo dobry wybór z dwóch powodów:
  1. Nie jest to Stu Jackson, ani Otis Smith, którzy wcześniej współpracowali ze Stanem, a których dorobek jest dość kontrowersyjny. Obydwaj byli wymieniani jako kandydaci w Detroit i żaden z nich nie dostał pracy. Bower jest bardziej doświadczony, ma większe sukcesy ... jest po prostu lepszy.
  2. Jeff Bower to bardzo dobry GM. W Nowym Orleanie odbudował siłę Hornets, m.in. wybierając w drafcie graczy, jak Baron Davis, David West i Chris Paul. W latach po huraganie Katrina, kiedy Hornets występowali w Oklahoma City, Bower zbudował wokół CP3, Westa, Tysona Chandlera zespół, który twardo walczył w play off. Chandlera sprowadził za J.R. Smitha, co samo w sobie jest wyjątkowe. Przeszedł wszystkie szczeble kariery od skauta do GMa. Ma również sukcesy na poziomie uniwersyteckim, dokąd powrócił w 2013 jako coach Martst College. Z Van Gundym znają się i szanują od lat. Nie współpracowali wcześniej tak blisko, ale są nawet do siebie podobni. Z resztą zobaczcie sami
 Zatrudnienie Bowera to potencjalnie wielki krok naprzód. Co do asystentów, tak jak pisałem, trudno ocenić. Na pewno Brendan Malone, ze swoim doświadczeniem, jest osobowością i wręcz instytucją. Stan's got a plan!!!

Pistons tracą wybór w drafcie

Miałem nosa, że nie zajmowałem się w tym roku draftem. Pistons mają już młodych utalentowanych graczy, którzy mogą wyrosnąć na gwiazdy oraz możliwości budżetowe na najbliższe lata. Wydaje mi się, że potrzebują zawodników ogranych, którzy będą podejmować dobre decyzje i poprawią spacing wokół Drummonda i Monroe. Jednak trudno zaprzeczyć, że kolejny rookie z pierwszej dziesiątki bardzo przydałby się Pistons, szczególnie na obwodzie. Tymczasem podczas wtorkowej loterii Cleveland (1,9% szans na pierwszy wybór) wskoczyło do Top 3 i ostatecznie wygrało draft (pewnie znowu zmarnują wybór ... no dobra już dobra). Jako, że Cavs byli rozstawieni niżej, Pistons spadli na 9 miejsce i, na mocy warunków transferu Bena Gordona za Corey Maggette, przekazali swój wybór do Charlotte. Tak więc cała kiepska gra/tankowanie na nic. Cóż, trudno było się tego spodziewać przy prawie 83% prawdopodobieństwie utrzymania ósmej pozycji. Biorąc pod uwagę oczekiwany postęp pod wodzą Van Gundy'ego, w przyszłym roku Tłoki oddałyby Charlotte niższy pick. Potrzebowaliśmy tego wyboru, ale przynajmniej fundamenty pod dobry zespół już są położone. Trudno. Teraz do roboty!!

SVG będzie rządził w Detroit


Nie zanosiło się na to. Podobno zarząd zatrudnił firmę doradczą, która miała przygotować listę kandydatów i ich profile. Ale kiedy okazało się, że Stan Van Gundy może być zainteresowany, lista poszła do kosza. Tom Gores i jego ludzie działali szybko, żeby nie stracić Van Gundy'ego na rzecz Golden State. I tak, Stan Van Gudny obejmie rolę coacha, jak również menadżera do spraw operacyjnych. Czyli będzie odpowiedzialny za transfery, i szerzej, konstruowanie składu. Na pewno nie będzie działał sam, ale władza, którą dostanie w Motown jest porównywalna tylko z tym ile ma do powiedzenia Gregg Poppovich w San Antonio, Doc Rivers w L.A. i może jeszcze kilku utytułowanych szkoleniowców, ale w sposób mniej sformalizowany (np. Rick Carlisle w Dallas).

Pamiętam jak czytałem wywiad ze Stanem, w którym mówił, że o ile brakuje mu pracy, to ceni bliskość rodziny - żony, dorastających córek, z których jedna gra w koszykówkę, i syna. Nie zanosiło się na to, że miałby wrócić, tym bardziej, że odrzucił kilka interesujących ofert. Detroit na pewno nie wyglądało jak jedna z nich, a przywołując miażdżącą krytykę zarządzania zespołem i traktowania szkoleniowców, którą swego czasu wystosował jego brat Jeff, naprawdę trudno było przypuszczać, że SVG na miejsce swego powrotu wybierze akurat chłodne Michigan (podobno ceni ciepło i słońce Florydy).

Co więc zadecydowało? Kontrakt na pięć lat, 7mln $ za sezon to dobry wabik. Ale zapewne kluczowa była gotowość do przekazania w jego ręce pełni kontroli nad decyzjami personalnymi dotyczącymi składu. Van Gundy dotychczas nie pełnił roli menedżera, ale przynajmniej nie będzie potencjalnego konfliktu na linii coach - GM. Pistons oddali w jego ręce klucze do zespołu i, mam nadzieję, dadzą mu czas na wprowadzenie zmian.

A jakich zmian możemy się spodziewać? Van Gundy słynie z przygotowania taktycznego i ścisłego trzymania się szczegółowo zaprojektowanego systemu. Nie będzie niewiadomych co do oczekiwań coacha. A jeżeli się nie podoba, to proszę poskarżyć się przełożonemu  ... aaa, przecież to też Stan. Może więc już lepiej słuchać i egzekwować najlepiej jak się da. Prerogatywy, które Van Gundy będzie miał w Detroit czynią go odpornym na niesubordynację ze strony zawodników.

Jaki system wprowadzi w Detroit? Drużyny prowadzone przez Stana zawsze plasowały się w pierwszej dziesiątce pod względem defensywy. Stan mocno akcentuje powrót do obrony i szybkie ustawienie, kosztem zbiórek w ataku. Zdecydowanie preferuje trzymanie pozycji w stosunku do polowania na przechwyty. Dla graczy, takich jak Andre Drummond i Brandon Jennings będzie to zasadnicza zmiana. A w ataku? Mówisz Van Gundy, myślisz Orlando z Dwightem Howardem w środku i czterema strzelcami na obwodzie. Jako, że Drummond przypomina młodego Howarda, można sobie wyobrazić, jak rozwijałby się w takim ustawieniu i pod czujnym okiem kompetentnego szkoleniowca. Ale tamte Orlando to produkt decyzji wielu osób i proces, w który Van Gundy nie zawsze był włączony, a do którego czasem miał zastrzeżenia. W Miami grał ustawieniem z dwoma wysokimi w środku i też odnosił sukcesy. Za wcześnie więc przypuszczać, że Detroit pozwoli odejść Gregowi Monroe, żeby za wszelką cenę szukać PF z rzutem z dystansu. A jest jeszcze Josh Smith ... Van Gundy podobno od razu przekonał wszystkich decydentów ze sztabu Pistons, swoją wizją i pomysłami. Można więc jedynie powtórzyć, że Stan przygotuje system, którego będzie się ściśle trzymał, ale który będzie też skrojony pod możliwości zespołu. Natomiast jak i jak szybko uda mu się przetasować skład pozostaje niewiadomą i zdecydowanie najciekawszą historią, rozpoczynającego się w lipcu okna transferowego.

Van Gundy będzie działał na własnych warunkach i na własny rachunek. Nie będzie Pata Riley, który odebrał mu w Miami prowadzenie drużyny, z którą w tym samym sezonie zdobył mistrzostwo. Nie będzie przedłużającej się sagi transferowej rozkapryszonej gwiazdy. Co nie znaczy, że będzie łatwo. Ale Stan Van Gundy jest coachem, który naprawdę potrafi zrobić różnicę. Jest utytułowany, doświadczony i choć nie jest zbyt elastyczny, wniesie do rozbitej drużyny pomysł i przygotowanie, którego nie było w Detroit co najmniej od czasów Flipa Saundersa. Kto ma wątpliwości, niech zestawi Van Gundy'ego z Michaelem Curry, Johnem Kuesterem, Lawrencem Frankiem, Mo Cheeksem i Johnem Loyerem. Widać różnicę?

Brawurowy ruch i doskonały pomysł. Powodzenia!!!

Oniemiały

Piszę o końcu sezonu, ale tak naprawdę sezon Pistons skończył się już ponad miesiąc temu, kiedy stało się jasne, że nie mają szans nawet na ostatnie miejsce play off w słabej Wschodniej Konferencji. Odtąd porażki zaczęły być cenniejsze od zwycięstw, bo żeby utrzymać swój pick w drafcie, Tłoki muszą zostać rozstawione w pierwszej ósemce. W przeciwnym razie, wybór leci do Charlotte na mocy umowy transferowej Bena Gordona. Trudno ustalić na ile aktualne porażki są wynikiem walki o draft, ale wcześniej nie było dużo lepiej. Przynajmniej Pistons nie muszą się zbyt wysilać, żeby przegrywać. Mieliśmy więc mieć rok przełomu i ekscytacji nowym, a mamy chyba najbardziej rozczarowujący sezon ostatnich, chudych lat. Nie najgorszy, ale naprawdę wyczerpujący. Było na co popatrzeć, jeżeli chodzi o hajlajty, ale to by było na tyle. Sukcesy indywidualne, głównie Andre Drummonda, nie przełożyły się na wynik drużyny.

Joe Dumars zaryzykował i ponownie przestrzelił na rynku transferowym. Nie należy tracić nadziei co do Brandona Jenningsa i Josha Smitha, ale nie ma nadziei dla Tłoków w obecnej konfiguracji. Tom Gores nie pomagał. Najpierw zatwierdził i/lub współuczestniczył w budowie obecnego składu, potem wymusił zwolnienie Mo Cheeksa, co było w zasadzie groźnym, ale spóźnionym pomrukiem zniecierpliwionego inwestora. A cierpliwość będzie mu potrzebna. Cierpliwość  i zaufanie do następcy Dumarsa. O ile od czasu zwolnienia Cheeksa jasne było, że Joe D, któremu kończy się kontrakt, jest kandydatem do opuszczenia stanowiska, o tyle teraz pojawiły się przecieki, że sam może zrezygnować jeszcze przed końcem sezonu.

Tym samym, ekscytację musimy odłożyć na kolejny rok. Ekscytację, bo mimo całej nędzy, Pistons można dosyć szybko przestawić na właściwe tory. Nie trudno będzie znaleźć solidnego coacha, o niebo lepszego niż Cheeks. Nie musimy już czekać na draft, bo w składzie są gracze szczęśliwie wybrani w ostatnich latach - Greg Monroe i Andre Drummond. W lecie, wobec wygaśnięcia umów Charliego Villanuevy i Rodney Stucky, Tłoki będą miały środki, żeby podpisać solidnych wolnych agentów, z których pierwszy powinien być Greg Monroe. Gorsze kontrakty niż umowa Josha Smitha były przedmiotem transakcji. Poza tym, w innej konfiguracji, Smith wciąż mógłby przynajmniej częściowo odbudować swoją wartość. A kilku młodych graczy na korzystnych umowach może ułatwić transfery.

Są więc możliwości i nadzieja nie jest bezpodstawna. Wystarczy podejmować rozsądne, nie koniecznie spektakularne, decyzje i inwestować w rozwój Drummona i Monroe. Niby niewiele, ale zmiana byłaby jednak zasadnicza. Dotychczas Detroit było miejscem gdzie kariery przygasają, a talent się marnuje. Odejście Dumarsa oczyści atmosferę z ciągnących się domysłów na ile decyzje ostatnich lat były jego suwerennymi wyborami. Dziedzictwo Joe D jako generalnego menedżera to temat na całą osobną rozprawę. Tymczasem, wspominając licealne klimaty, chętnie pożegnam go fragmentem z "Trenu Fortynbrasa":

Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii


a jeszcze lepiej:

We just want ya'll to have a good time
No more drama in your life



Sam Joe pewnie czuje się tak, jak wyśpiewał to jeden z gigantów Motown.

           

Ale to jak czuje się Joe, już niedługo nie będzie istotne. Więc pożegnajmy ten sezon gorzko, ale z nadzieją.


Good night and good luck!!

Czy jest jeszcze nadzieja?

Biorąc pod uwagę obecny bilans, Pistons są na drodze do 34 zwycięstw w sezonie czyli gdzieś pomiędzy wynikiem z zeszłego roku, tj. 29 i przewidywaniami, czyli w przedziale 39 - 42. Oczywiście to, że są na drodze nie znaczy, że taki wynik osiągną, bo grafik mają raczej  trudny. Jeżeli znajdą się poza play off, ale nie w najgorszej ósemce ligi, oddadzą swój pick w drafcie do Charlotte, zgodnie z ustaleniami wymiany Bena Gordona. Obecnie nikt w drużynie nie myśli o tankowaniu, a szczególnie jej właściciel Tom Gores, który zdaje się podzielać nastroje fanów i ma już serdecznie dość miernoty.

Pistons nie byli aktywni przed zamknięciem okna transferowego, choć pojawiały się pogłoski, że sprawdzali popyt na Josha Smitha. Gores zapowiedział przed sezonem, że oczekuje awansu do play off. Drużyna zawodzi, ma graczy na kończących się kontraktach (Stuckey, Villanueva) oraz zbyt wielu wysokich, a mimo tego nie decyduje się na żaden ruch. Wydaje mi się, że świadczy to o ograniczeniu roli Joe Dumarsa. Gdyby miał wolną rękę, zdecydowałby się, chociażby na niewielkie zmiany. Możliwe, że Gores nie jest już w stanie zaaprobować żadnych propozycji Dumarsa i nie chce, żeby jego posunięcie w jeszcze większym stopniu obciążyły przyszłość Tłoków.

Po przerwie na weekend All Stars, Pistons przegrali dwa mecze z Bobcats (niebawem już Hornets), czyli z bezpośrednimi rywalami do ostatnich miejsc w Top 8 na Wschodzie. Wygrali z Hawks, którzy są obecnie na 8 miejscu, ale 3 wygrane do przodu. Po przegranej z Mavs u siebie, czeka ich dalsza konfrontacja z drużynami z górnej części tabeli Zachodu - Warriors, Spurs i Rockets. Z kolei, patrząc na Wschód, trudno znaleźć w pierwszej ósemce ekipy grające gorzej od Tłoków. Bobcats mają w środku Ala Jeffersona, który rozgrywa świetny sezon, dobrą defensywę i ruch piłki. Brooklyn jest coraz lepszy, mozolnie pnąc się ku górze. Nadzieja w Hawks, którzy zdziesiątkowani kontuzjami, opadają z sił.

Los Tłoków nie jest już więc tylko w ich rękach, ale muszą grać chociaż trochę lepiej niż dotychczas, żeby w ogóle dać sobie szansę. Awans do play off z ostatniego miejsca, byłby minimalnym sukcesem i nie zmieniłby obrazu tego sezonu. Ale mało który kibic ma cierpliwość, żeby zacząć spoglądać w stronę draftu i cieszyć się przegranymi, nawet jeśli w dłuższej perspektywie, byłoby to korzystne.

Andre Drummond ALL STAR Rising Stars MVP !!!

Andre Drummond powiedział chciał pokazać, że dorósł już do gry z dużymi chłopakami i powinien też wystąpić w niedzielę, w "dorosłym" All Star, jak Damian Lillard i Anthony Davis. Ale niczego nie siłował ani, nie zabierał nikomu gry. A wysokim graczom nie jest łatwo pokazać się w meczu, gdzie gra toczy się często 1 na 1 na obwodzie i nikt się nie zawaha przed rzutem. Dre grał tak jak potrafi i jak to robi na co dzień - zbierał, dobijał, łapał loby. Przed meczem czułem, że jest potencjał, żeby sprawy właśnie tak się potoczyły. 25 zbiórek to rekord spotkań młodych All Stars. Dre dodał też 30 punktów i nawet szalona wymiana między Timem Hardawayem Jr, a Dionem Waitersem nie przesłoniła jego osiągnięcia. Staje się coraz bardziej jasne, że Drummond wyrasta na franchise playera. Może na szczytach organizacji dojdzie do zmiany warty. W takiej sytuacji nie zdziwiłbym się, gdyby nowy GM zdecydował się budować drużynę wokół Dre, a'la Orlando z Dwightem Howardem. Tymczasem gratuluję i do zobaczenia w głównym meczu wieczoru za rok!!


Zły czas, dobry czas

Pistons stali się właśnie pierwszą drużyną sezonu 2013/14, która zmieniła szkoleniowca. Pomijając cały żałosny kontekst zwalniania kolejnego coacha i to w rekordowym tempie, trzeba ocenić czy to wyjdzie drużynie na dobre. Mo Cheeks nie poradził sobie z dopasowaniem elementów osobliwego składu i zamiast postępu był regres. Tłoki mają bilans 21-29 i jakby na to nie patrzeć, jest to porażka. Czy John Loyer będzie lepszy? A jeżeli Pistons zdecydują się zatrudnić nowego coacha w trakcie sezonu, czy ten będzie w stanie odmienić los drużyny, która ma już ustalone zagrywki i taktykę? Klub ma ponoć oko na Lionela Hollinsa, a ten odwzajemnia uczucia. Byłoby super, gdyby ten związek został skonsumowany. Ale Hollins też nie dokona cudów. Praca, którą wykonałby w tym sezonie, zaprocentowałaby w przyszłym. Natomiast jeżeli Tłoki dograją ten sezon pod kierownictwem Johna Loyera, jak to wpłynie na wynik i atmosferę w zespole? Jeżeli więc Tom Gores, bo już wiemy, że nie Joe Dumars, zwolnił Cheeksa tylko po to, żeby się go pozbyć, kryzys może się pogłębić. Jak zareagują gracze, wiedząc, że pracują dla tymczasowego coacha, a potem nie wiadomo? Czy ich konflikty z Cheeksem były na tyle silne, żeby odebrali zmianę pozytywnie? Czy John Loyer, który bądź co bądź, jest w sztabie Pistons już trzeci sezon, będzie miał szacunek zawodników? Ponoć ma kompetencje i osobowość, ale łatka "tymczasowy" jeszcze nikomu nie pomogła. Z drugiej strony niejeden coach zaczynał jako interim, żeby zostać na długo na najwyższym stołku. 

Sytuacja na szczytach organizacji staje się skrajnie niestabilna, bo Tom Gores się zniecierpliwił i zaczyna potrząsać drzewem. Pierwszy spadł Mo Cheeks, ale staje się jasne, że następny będzie Joe Dumars. Można krytykować timing pozbycia się Cheeksa, ale Gores dał jasny komunikat, że nie zamierza tolerować lipy. Stracił cierpliwość, postępuje niekonsekwentnie i impulsywnie, kieruje się emocjami, a nie rozsądkiem. Zachowuje się jak przeciętny fan. Dyskredytuje GMa i destabilizuje drużynę. Ale czy jest co destabilizować i, co ważniejsze, w imię czego trwać w takiej stabilizacji? Środek sezonu to nie jest dobry czas na zmiany, ale czy jest to dobry czas na porażki? Nie ma Cheeksa, Joe Dumars się schował i nie rozmawia z mediami. Jest Tom Gores i jego złość. Czy John Loyer pomoże Pistons uratować sezon? Nie sądzę, choć w krótszym okresie może dać pozytywny impuls. Czy i jak Tom Gores odmieni Pistons? Zobaczymy. Kto będzie mu szeptał do ucha i się przed nim tłumaczył? Nie wiem, ale nie będzie to Joe Dumars.

Mo Cheeks zwolniony!!

W ostatnim trudnym okresie Pistons ponoć zaprzeczali, że wykazują jakiekolwiek zainteresowanie wymianą Grega Monroe. Mo Cheeks sadzał na dłużej na ławę Drummonda, z czego ten był wyraźnie niezadowolony. Josh Smith też miał swoje potyczki z Cheeksem, a Will Bynum otwarcie skonfrontował się z coachem podczas meczu z Orlando. Tom Gores mówił, że ma wysokie oczekiwania, ale wierzy w zespół i w jego potencjał rozwoju. Cóż, widać nie pod kierownictwem Mo Cheeksa. Wg. informacji Adriana Wojnarowskiego z Yahoo, Cheeks został właśnie zwolniony. Pistons mają bilans 21-29 i wyraźnie zawodzą. Cheeks jest osobowością i nie dał się zahukać jak John Kuester czy Lawrence Frank. Ale przegrane są ostatecznym argumentem. Na nie nie ma mocnych. Tylko co teraz? Zmiana jest najprawdopodobniej zainicjowana przez Toma Goresa. Czy właściciel Pistons ma więc jakiegoś lepszego kandydata? Na razie dotychczasowy asystent John Loyer poprowadzi Tłoki, ale nie jest jasne czy do końca sezonu, czy może tylko do jak najszybszego zatrudnienia nowego trenera. Podobno Lionel Hollins, któremu Pistons oferowali posadę asystenta Cheeksa i której to propozycji rozsądnie odmówił, jest zainteresowany. Ale czy chciałby przejąć drużynę w środku sezonu?  No i w końcu jaki jest status Joe Dumarsa, skoro Tom Gores włączył ręczne sterowanie? Dumars jest w ostatnim roku kontraktu i skoro jego pracodawca właśnie wymógł zwolnienie coacha, którego Joe zatrudnił na 3+1 lat, to jak to świadczy o decyzyjności GMa? Czekamy na więcej szczegółów.

All Star a sprawa Pistons

Andre Drummond nie został wybrany do Meczu Gwiazd. Rozumiem, że nie do pierwszego składu, ale szkoda, że trenerzy pominęli go wybierając rezerwy. Wiadomo, że łaskawym okiem patrzy się graczy swojej ulubionej drużyny, ale kto jak nie Dre bardziej nadaje się do meczu, gdzie przede wszystkim, liczy się show. Drummond jest najrówniej grającym Tłokiem. W 38 z dotychczasowych 50 meczów zaliczał double double. Więcej od niego zanotował tylko Kevinowi Love. Średnia 13 zbiórek na mecz to trzeci najlepszy wynik w lidze, a mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie gra u boku dwóch innych wysokich zbierających. Cóż, Drummond będzie reprezentował Detroit w meczu pierwszo i drugoroczniaków, czyli  Rising Stars Challenge. Wybrał go do swojej drużyny były gwiazdor Pistons Grant Hill. Przeciwników poprowadzi nie kto inny, jak C-Webb, czyli jeden z Fab Five, legenda Michigan Wolverines i również były gracz Tłoków. Pojedynek Dre z Anthonym Davisem, grającym przed własną publicznością może być ekscytujący. Btw, drużyna Webbera będzie miała backcourt Wolverines Trey Burke - Tim Hardaway Jr. Michigan all over the place!!






Dno dna

Po bolesnej serii porażek, Pistons wygrali dwa mecze i mieli pięciodniową przerwę, podczas której podobno ostro trenowali. Nie wiem czy się przetrenowali, czy zatruli się żurkiem, jak polscy hokeiści w Albertville, ale dali się rozjechać ostatniej drużynie Zachodu, Utah Jazz 110 - 89.

To było bolesne i żenujące. Zaczęło się niewinnie. Pistons ładnie ustawiali Josha Smitha w post up, a Rodney Stuckey wrócił głodny gry i nie mógł chybić. Niestety niski skład Jazz szybko zaczął rozklepywać Tłoki rzutami z dystansu, a Greg Monroe co i raz lądował w dziwnej pozycji przy, albo za linią za trzy, próbując blokować pick & roll. Btw, to jest ewidentny błąd Mo Cheeksa. Monroe nie jest i nigdy nie będzie graczem, który może próbować powstrzymać obwodowych wychodzących po zasłonach. Nie może. Nawet na ułamek sekundy. Więc może nie warto dawać mu takich zadań, a do pomocy wysłać Drummonda. Ale to tylko jeden z problemów.

Pisałem, że Pistons zaczęli przyzwoicie w ofensywie. OK, otóż szybko, a już zdecydowanie w drugiej połowie, atak dorównał poziomem obronie. Josh Smith i Monroe zostali karnie oddelegowani na ławę, a była gwiazda Michigan Wolverines, Trey Burke złapał flow rozdając rekordowe w zawodowej karierze 12 asyst. Kentavious Caldwell-Pope grał swój solidny, energiczny i zaangażowany basket zadaniowca. KCP coraz lepiej spełnia pokładane w nim nadzieje, chociaż Burke, z którym pewnie długo będzie porównywany, ma większy upside. Ale to nie jest problemem. W drafcie Pistons mogli wybrać gościa, który idzie po nagrodę dla najlepszego debiutanta, a poszedł z nr. 11 do Filadelfii. Nie chcę dziadować, ale Michael Carter - Williams był moim czarnym koniem. A okazał się lepszy niż przewidywano.

Ale nie szczawie mieli decydować o sile Tłoków. Mamy mniej lub bardziej ogranych młodych graczy i dobrych weteranów. Tymczasem nic do niczego nie pasuje, a wszystko trzeszczy w szwach. Kiedy po początku sezonu drużyna zaczynała się docierać i zaliczyła imponujące zwycięstwa nad Heat i Pacers, wydawało się, że będą wahania, ale rozwój pozwoli Tłokom zmierzać w dobrym kierunku. Teraz nie wiem gdzie to zmierza, ale coraz częściej nachodzi mnie myśl, że do zwolnienia Dumarsa. Może to byłoby lepsze niż, np. wymuszona wymiana Grega Monroe na doraźne korzyści. Wierzę, że Dumars nie zamierza tego robić, czekając aż Monroe podpisze nowy kontrakt i ew. wtedy włączyć go w trade, który byłby bardziej owocny. Ale czy wykaże się spokojem i cierpliwością. I co więcej, czy takie same cechy okaże Tom Gores. Coraz częściej zaczynam myśleć, że cierpliwość nie jest tu pożądana i czas na radykalne zmiany. Stay tuned!!