Chicagowska tradycja i powrót Jose Calderona do Toronto

Pistons przegrali ostatnio z Chicago i była to ich 18 (!!!) porażka z rzędu przeciwko Bulls. Ale w zasadzie, biorąc pod uwagę aktualne miejsce Tłoków, był to mecz idealny. Po dobrym, zaciętym spotkaniu, w którym błyszczały młode, miejmy nadzieję, gwiazdy Greg Monroe i Andre Drummond, Detroit minimalnie uległo, poprawiając swoje szanse w drafcie.

Natomiast wczoraj Pistons odwiedzili Toronto i był to pierwszy powrót Jose Calderona do hali, która była jego koszykarskim domem przez całą, dotychczasową karierę. Jose miał w ogóle nie grać, ze względu na kontuzję łokcia. Stawił się, rozegrał świetny mecz (19 pkt, 9 asyst), a Pistons wygrali. Publiczność przywitała go owacjami, które powtarzały się jeszcze kilka razy w trakcie meczu, szczególnie jak podczas time out wyświetlono klip podsumuwujący jego dokonania w barwach Raptors (lider w ilości asyst, najwyższa skuteczność osobistych, itd. itp). Calderon to wyjątkowy gracz i bardzo pozytywna postać. Wczoraj też musiał czuć się jak w domu, bo w przerwie pomylił wyjścia i udał się do szatni Raptors;-)

Siłą w ofensywie był, jak zazwyczaj, Greg Monroe (24 pkt). Widać, że Lawrence Frank zmienia rotację i daje szansę młodszym graczom. Dzięki temu, miłą niespodzianką okazał się Khris Middleton, a Jonas Jerebko wykorzystuje swoją szansę, trzymając się tego co robi najlepiej - aktywność, dobry ruch bez piłki, pomoc po obu stronach boiska. Jerebko ma jeszcze szansę, w pewnym stopniu, zmienić obraz nieudanego sezonu i stara się się ją jak najlepiej wykorzystać. Pewnie będzie teraz sporo grał, szczególnie wobec kontuzji oka Jasona Maxiella, która wyklucza go z gry do końca sezonu. W okresie, kiedy o nic już nie gramy, możemy też obserwować zwyżkę formy Rodneya Stuckey i ofensywne zrywy Charliego V. Nie uważam, że Stuckey był dobrze wykorzystywany w tym sezonie, ale chyba nikt nie powinien się łudzić i wiązać z nim większych nadziei na przyszłość.

Większe niż Detroit

Nasz nastoletni mesjasz wrócił i grał dobrze, choć nie ustrzegł się błędów w defensywie. Był zabójczo skuteczny pod obręczą i po dwumiesięcznej nieobecności zdecydowanie mógł wyglądać gorzej. A Pistons ... coż, polepszają swoje szanse na wysoki pick w drafcie.

Ale dużym nietaktem byłoby rozpisywanie się o kolejnym miałkim, przegranym meczu Pistons, podczas gdy Michigan Wolverines awansowali do Elite Eight po raz pierwszy od '94, czyli od czasów Fab Five. Ray Jackson, Juwan Howard, Jimmy King, Jalen Rose, Chris Webber muszą być dumni. Drużyna z trzema pierwszoroczniakami w składzie (Mitch McGary, Glenn Robinson III, Nik Stauskas )  pokonała seniorów Kansas Jayhawks, którzy grali w zeszłym roku w wielkim finale i startowali z pierwszego miejsca w konferencji. To już trzeci upset drużyny rozstawionej z jedynką w tym nieprzewidywalnym turnieju.

Ale wróćmy do Wolves, którzy przez większość meczu ledwo dawali radę trzymać 10-12 punktowy dystans do Jayhawks. Jastrzębie zdobyły 60 punktów w pomalowanym, a gdyby nie waleczny, misiowaty Mitch McGary, Wolves nie mieli by żadnych argumentów w środku. McGary zdobył rekordowe 25 pkt. i zebrał 14 piłek, ale bohaterem żółto-niebieskiej części Michigan został gracz roku konferencji Big Ten i kandydat do tytułu gracza roku NCAA Trey Burke. Do przerwy był bez punktów. W drugiej połowie przejął mecz wdzierając się w pomalowane i kreując pozycje dla McGary'ego i innych. Pod koniec zaczął trafiać trójki, a Wolves, którzy dotychczas nie radzili sobie z wysokimi Jayhawks, zacieśnili obronę, zdobyli punkty w kontrataku i po spudłowanym drugim wolnym Kansas, na 12 sekund przed końcem tracili 3 punkty. Wtedy Burke zrobił tak:


Wdogrywce dalej był gorący, a Jayhawks nie zdołali wyrównać, ani wygrać w ostatniej akcji. Upset stał się faktem, a po długich chudych latach, Wolverines staną do walki o Final Four. Zapraszam na hajlajty z tego spotkania. Warto dobrze przyjrzeć się Burke'owi, bo będzie jednym z kandydatów do Top 5 draftu.





Słońce Michigan, złote dziecko Detroit, mesjasz Tłoków

Miesiąc marzec był zabójczy dla fanów Pistons. Nie to żeby luty był super, ale z ostatnich 12 spotkań wygraliśmy jedno, jednym punktem z Bobcats i to tylko dzięki brawurowej szarży Charliego V. Jedynym pozytywnym niusem był ostatnio felieton na nba.com, poświęcony porządkowemu, pracującemu w The Palace, który co i raz spontanicznie pokazuje się jako utalentowany tancerz. Detroit Free Press ma wywiad z tym panem, w którym uderzył mnie jeden fragment:

Any good stories, reactions from people?
When I hear people from out of town or England, or say, we came here and the best part of the night is seeing you, you know from other countries or other states, that's the part that I like. Wow! Somebody from Canada. Somebody from England.


Z całym szacunkiem, dla talentu Shannona Sailes'a, ale jeżeli dla publiczności, która z jakiegoś powodu jeszcze odwiedza Palace of Auburn Hills, porządkowy tańczący w przerwach jest największą atrakcją, to mamy problem.


Na szczęście ten, oraz inne kłopoty, mogą szybko odejść w niepamięć, bo oto w dniu dzisiejszym, po dwumiesięcznej absencji spowodowanej kontuzją, po raz pierwszy w pierwszej piątce wystąpi ... Ladies and Gentleman .... Andre Druuuuummond !!!! W tej sytuacji sezon 2012/13 na nowo nabiera znaczenia. Drummond w zasadzie minął się z Jose Calderonem i nie mieliśmy okazji obserwować pick & roll w ich wykonaniu. Teraz będzie można to nadrobić, mając nadzieję, że Calderonowi na tyle się spodoba nowy kolega, że zechce za przyzwoitą cenę pozostać w Detroit po zakończeniu sezonu.

Tymczasem, mamy dwie drużyny z Michigan w Sweet Sixteen. Michigan Wolverines, prowadzeni przez rozgrywającego Trey'a Burke'a i z synami byłych gwiazd NBA w składzie (Tim Hardaway Jr. oraz Glen Robinson III) zmierzą się dziś w nocy z ubiegłorocznymi finalistami NCAA, Kansas Jayhawks. Z kolei zawsze groźni i twardzi w defensywie Michigan State Spartans, prowadzeni przez coacha Toma Izzo, staną na przeciwko Duke pod wodzą trenera Mike'a Krzyzewskiego. Trzymam kciuki, szczególnie za Wolverines. Jeżeli przejdą do Elite Eight, na pewno coś o nich napiszę. Ale na razie Andre Drummond ma pierwszeństwo.

Pistons przeszli sami siebie

... oczywiście w negatywnym sensie. Lawrence Frank powrócił na ławkę, po długiej nieobecności, podczas której przebywał z rodzinę przy chorej żonie. Susan Frank przeszła operację, a teraz czeka ją długa rekonwalescencja, ale ponoć jest na dobrej drodze. Życzymy zdrowia!! Miałem nadzieję, że powrót Franka na ławkę da Tłokom dodatkowego kopa i uda im się przerwać serię porażek. Cóż, motywacja to jednak za mało, a Brooklyn Nets po prostu przejechali się po nas. Tym samym, Pistons ustanowili swój nowy rekord przegranych z rzędu w tym sezonie. Poprzednim było 0 -8 na otwarcie. Ciężko analizować poszczególne aspekty gry i poszczególnych zawodników, kiedy kolejny mecz jest w plecy a znikąd nie widać nadziei. Ciężko, szczególnie jak przez ostatnie sezony widziało się Johna Kuestara i całą bufonadę weteranów wobec niego, niedopasowanie i niską produktywność Charliego V i Bena Gordona, ciągłe wahania formy Rodneya Stuckey, itd. itp. Ten sezon miał umocnić nas jako średnią drużynę, która po wakacyjnych inwestycjach w 2013 miałaby szansę na play off i, co ważniejsze, dalszy rozwój. Tak się nie stało i  powrót Andre Drummonda oraz Brandona Knighta już tego nie zmieni. Pistons zdziesiątkowani kontuzjami i bez formy spadają na ostatnie miejsca w lidze. Może, to i lepiej, skoro na play off, ba, na przyzwoity bilans, nie możemy już liczyć. Przynajmniej szykuje się pick w Top 5, a może nawet Top 3 draftu. W dłuższej perspektywie, na pewno bardziej wyjdzie to drużynie na dobre, niż mocna końcówka sezonu i spadek w hierarchii draftu. Nikt się z tego specjalnie nie cieszy, ale skoro mamy kolejny sezon gry "poniżej potencjału", to niech już tak będzie. Natomiast ciekawe co na to Tom Gores i Joe Dumars. Rozsądnie byłoby cierpliwie budować młodą drużynę wokół Grega Monroe, Brandona Knighta i Andre Drummonda. Ale nie zdziwiłbym się gdyby zarząd przehandlował kogoś w wymienionej trójki, pozbywając się również większości drugoplanowych zawodników, żeby pozyskać klasowych weteranów w ich najlepszych latach. Luol Deng, Andre Iguodala, Wilson Chandler ...? Zobaczymy. Tymczasem zaczyna się March Madness i będę częściej zerkał w stronę NCAA, przy okazji robiąc scouting  przed draftem.

P.S.
W piątek nastąpi spektakularna kolizja dwóch najdłuższych obecnie serii zwycięstw i porażek. Pistons odwiedzą Heat w Miami. Charles Barkley powiedział niedawno, że niesamowita seria zwycięstw Heat zostania przerwana przez słabą drużynę. Cóż, mimo wszystko, jakoś nie jestem optymistą. Lawrence Frank powiedział, że teraz pierwsz rzecz, to przywrócić dumę z gry dla Pistons. Musiałaby chyba przed meczem wygłosić przemowę na miarę Janusza Wójcika w naszej reprezentacji, żeby dać szansę swojej drużynie. Powodzenia.

Czas kupić koszulkę Brandona Knighta

Knight nie ma ostatnio łatwego życia. Po przyjściu Jose Calderona, został przesunięty na dwójkę. Zatarł się i miał parę słabszych meczów. Z resztą takich słabszych meczów miał wiele. Nie jest gwiazdą, choć jest bardzo utalentowany. Ale nie o talent chodzi. Nie ma łatwego życia (o ile o gwiazdach koszykówki w ogóle można tak powiedzieć) na własne życzenie. Wielu fanów kręciło nosem jak Lawrence Frank tolerował jego błędy i w zeszłym sezonie nie zabrał żołtodziobowi funkcji pierwszego playmakera. Było to dobre posunięcie, bo Pistons mogli mieć dobry przegląd umiejętności Knighta. Ale to on sam dał sobie szansę, imponując wszystkim ogromną pracowitością i opanowaniem. W tym sezonie lekko polepszył się statystycznie, ale w jego grze widać większą dojrzałość i asertywność. Ostatnio, podczas weekendu gwiazd, padł ofiarą crossovera Kyrie Irvinga, ale co widać w tym klipie, od razu się odgryzł.


Przedwczoraj próbował zablokować alley oop DeAndre Jordana i na własne życzenie znalazł się na plakacie.


Piękny wsad. Ale, coś obscenicznego w zachwytach nad nim i naśmiewaniu się z Knighta w komentarzach. Patrick Ewing, Alonzo Mourning, David Robinson, Kendrick Perkins - każdy z nich był lub jest świetnym obrońcą. Każdy też zaliczył przynajmniej jeden spektakularny wsad ze strony mniejszego zawodnika. Pistons nie mają wysokiego shot blockera, szczególnie kiedy Andre Drummond siedzi kontuzjowany na ławce. Greg Monroe powinien być na miejscu Knighta, ale jak niestety ma w zwyczaju, gdzieś się zagubił. W tej sytuacji, gracz niższy o 20 cm i 35 kg lżejszy próbował załatać dziurę w obronie. Odważne i imponujące. BK natomiast powiedział, że po prostu starał się wykonać dobrą akcję w defensywie.
Przy okazji całego zamieszania, wypływają różne anegdoty nt. Brandona. Podobno w tym sezonie grał z kontuzją i ukrywał to, żeby nie osłabiać zespołu, a Lawrence Frank musiał mu konfiskować buty, żeby nie trenował podczas rekonwalescencji. Z sali treningowej trzeba go wyrzucać siła, często w środku nocy. Wczoraj, przeciwko Jazz, poważnie skręcił kostkę i cóż ... tego już nie dało się ukryć. Musi się wyleczyć i raczej nie zobaczymy go na boisku w najbliższych spotkaniach. Ale możemy być pewni, że wróci silniejszy, zdeterminowany i głodny gry. Nie wiem jak potoczy się jego kariera, ale wiem, że z takim charakterem daje sobie szansę na długie lata sukcesów w tej lidze. Keep it up BK!!!

Tymczasem Tłoki są w opłakanym stanie:
  • przegrali ostatnich 6 spotkań
  • drużynę prowadzi Brian Hill, bo Lawrence Frank jest przy swojej chorej żonie
  • o kontuzji Knighta już pisałem
  • Andre Drummond wciąż poza grą, a teraz dołączył do niego Jason Maxiell
  • to wszystko zaczyna siadać drużynie na bańkę i kilka razy zaskakująco szybko stracili koncentrację i wolę walki
Pozytywy?
  • Andre Drummond podobno wznowił treningi
  • poprawiamy pozycję w drafcie
  • Tom Gores powiedział, że nie będzie żałował środków na letnie wzmocnienia
Co do ostatniego, dobrze, że właściciel otwarcie zapowiada inwestycje, ale pamiętajmy, że biorąc pod uwagę pozycję Pistons i zacieśniające się restrykcje nowej umowy zbiorowej, najważniejszymi słowami powinny być "ostrożność" i "cierpliwość". Nie ma sensu przepłacać któregoś z topowych wolnych agentów, szczególnie w słabej klasie 2013 (zakładam, że Chris Paul i Dwight Howard pozostaną w LA). Trzeba również szukać talentu w drafcie i poprzez wymiany. Od przejęcia drużyny przez Toma Goresa, Pistons mozolnie przygotowywali grunt pod nowe inwestycje. Wierzę, że tym razem nie zmarnują tego kapitału. Tymczasem czekamy na powrót Andre Drummonda, a jak to nie przełoży się na zwycięstwa, cieszmy się z lepszej pozycji w drafcie.

Cisza i spokój

... panowały w Motown przy okazji zamknięcia okna transferowego. Tyczy się to z resztą większości drużyn. Wobec, zaostrzających się w przyszłym sezonie, restrykcji wydatkowych w trzecim roku nowej umowy zbiorowej, większość drużyn powstrzymało się od przejmowania długoterminowych kontraktów. W rezultacie Josh Smith pozostał w Atlancie, a Paul Millsap i Al Jefferson w Salt Lake City. Za to kończące się kontrakty, młodzi gracze na niskich umowach i wybory w drafcie okazały się zbyt cenne, żeby je wymieniać. Will Bynum, Jason Maxiell i Charlie Villanueva, który zrealizuje opcję gracza na przyszły rok, pozostali w Detroit. Nie możemy narzekać, bo w rzeczywistości nie było ich na kogo i co wymieniać. Tym samym, Joe Dumars nawiguję drużynę w kierunku draftu, w którym w zasięgu Detroit powinno być kilku pasujących graczy, i co ważniejsze, rynku wolnych agentów. Nie będzie to sezon zbyt bogaty w graczy obwodowych. Dlatego, o ile Dumars nie zdecyduje się użyć wymiany w celu pozyskania klasowego zawodnika na kontrakcie (Danny Granger, Luol Deng?), powinien zachować solidny margines swobody finansowej na przyszłe wydatki. Tom Gores dał trzy lata na stworzenie "contendera", cokolwiek miał na myśli. Stabilna sytuacja klubu, sztab nowozatrudnionych specjalistów, łącznie z ekspertami od pułapu płacowego i wypowiedzi samego Joe Dumarsa każą przypuszczać, że nie będzie powtórki z roku 2009. Dobre i szczęśliwe wybory w drafcie w ostatnich latach dały podstawę. Pozyskanie Jose Calderona w ostatnim roku kontraktu to już wyraźny krok w stronę przebudowy. Inwestycje w lecie 2013 i draft muszą być przełomem, dzięki któremu ta drużyna zacznie częściej wygrywać, da sobie szansę rozwoju, a finansowo wciąż będzie zdolna dokonać kolejnych inwestycji. Jedną z głównych będzie podpisanie nowej umowy z Gregiem Monroe w roku 2014. Mam nadzieję, że wtedy Monroe i my wszyscy będziemy widzieli, że Pistons mają przed sobą jasną przyszłość.

Powrót księcia

Wczoraj Tayshaun Prince i Austin Daye wrócili do The Palace. Tay nie był zbyt widoczny. Po dobrym początku, kiedy Pistons narzucili swoje tempo i do skutku egzekwowali pick & roll wyglądało, że mają szansę. Niestety kiedy Jose Calderon i Greg Monroe usiedli, Tłoki się zatarły, strata goniła stratę i wkrótce nie było co zbierać. Pozytywy? Więcej minut dostali Slava Krawcow, Jonas Jerebko, Kim English i Khris Middleton. Wobec słabości pierwszych zmienników, trzeci garnitur zrobił naprawdę dobre wrażenie. Szczególnie Jerebko, który w niespełna 11 minut był 5 na 5 z gry, na co złożyły się 2 dunki i 3 trójki. JJ zaprezentował swoją firmową aktywność i ładnie współpracował ze Slavą, który, pod nieobecność Drummonda, pokazuje, że warto dawać mu szansę. Czy teraz Lawrence Frank będzie gotowy przesunąć Jonasa w hierarchii? Zobaczymy. Ale wobec nierównej gry Villanuevy, JJ może dostać swoją szansę. Wracając do meczu, zmiennicy tylko zmniejszyli rozmiary porażki, która była zdecydowana i niekwestionowana. Cieszę się, że Austin Daye dostaje szansę i jego rola jest podobna do tej, którą odgrywał w Detroit przed transferem. Jest jednym z pierwszych zmienników, miewał świetne mecze, jak np. dwa tygodnie wcześniej przeciwko Warriors, gdzie trafiał trójkę za trójką. Trzymam za niego kciuki. Wczoraj, kiedy po pump fejku, trafił długą dwójkę, tuż przed ławką Tłóków, obrócił się, żeby pokazać kolegom, że jest on fire. He, he, good for him!! Za to Prince nie bardzo może wejść w rytm, ale doświadczenie i umiejętności defensywne zapewniają mu miejsce w wyjściowym składzie Grizz.


Old man's game


Greg Monroe miał trochę problemów na początku sezonu, a i potem miewał słabsze mecze. Ale w końcu kto ich nie ma? No, oprócz LeBrona Jamesa. Tymczasem, punktowo zalicza wyższe zdobycze, niż rok temu. Zapewne przyczyniło się do tego wydłużenie czasu gry, średnio o półtorej minuty. Jest mniej skuteczny z gry (49 do 52%) i z linii (67 do 74%). Popełnia też trochę więcej strat (3 do 2.45). Jednak analiza prostych statystyk nie oddaje należycie sytuacji, w której się znalazł. Wobec erupcji talentu Andre Drummonda, Monroe jest częściej odciągany od kosza na dalszy półdystans. Nigdy nie będzie wybitnym obrońcą. Przeciwko fizycznym podkoszowym potrafi robić dobry użytek ze swoich szybkich rąk. Natomiast teraz czekają go trudniejsze wyzwania, związane z kryciem silnych skrzydłowych, również tzw. stretch four, czyli mobilnych wysokich, którzy rozciągają strefę i są w stanie dynamicznie zaatakować po koźle. Wg. Lawrence'a Franka, dostosowanie Łosia do gry przeciwko tego typu zawodnikom to jedna z podstawowych przeszkód na drodze do wprowadzenia Andre Drummonda do pierwszej piątki. Ale, jak już pisałem, są zespoły, które grają dwoma wysokimi i dobrze sobie z tym radzą, patrz. Memphis Grizzlies. Ponadto talenty defensywne Dre i jego mobilność powinny stanowić dobre zabezpieczenie dla trudności, z którymi przyjdzie się zmierzyć Gregowi. Wracając do niego, w tym sezonie poprzeczka została zawieszona naprawdę wysoko. Coraz częściej dostaje piłkę na skrzydle, na 5 - 6 metrze, a reszta robi mu miejsce. Tego chcieliśmy i to mamy. W takich izolacjach jest bardzo solidny. Albo odwraca się do kosza i, po zwodzie, atakuje środek, albo gra tyłem do kosza, dobrze zabezpieczając się przed blokiem. Doskonale potrafi dobić niecelny rzut, przypominając czym zaimponował kibicom Tłoków jako rookie. Nadrabianie braków atletycznych dobrym wyczuciem i techniką to specjalność Monroe. Jednocześnie wciąż czasem wydaje się trochę nieskoordynowany, jakby był wielkim żelkiem. Kontakt, którego szuka z obrońcą, żeby uniemożliwić mu blok, sprawia, że czasem traci balans, co prowadzi do straty, lub nieudanej próby rzutowej. Pewnie z czasem będzie w stanie to skorygować, ale nie zapominajmy, że wciąż pozostaje skuteczny. Więc nawet jeżeli do końca kariery będzie, od czasu do czasu, lądował tyłkiem na parkiecie, jest to cena, którą zdecydowanie warto zapłacić za jego talent. W tym sezonie Monroe również coraz częściej dostaje piłkę w high post na przeciwko kosza. W takich sytuacjach potrafi ładnie odegrać do ścinającego ze skrzydła. Jeżeli tego nie robi, przeważnie po zwodzie rzutowym, wykonuje jeden - dwa kozły na lewą stronę i dynamicznie wchodzi w środek, kończąc od razu lay upem lub używając jeszcze dodatkowych fake'ów. Niestety nie czuje się na tyle pewnie, żeby częściej próbować samego rzutu. Jeżeli czasem by trafił, obrońcy graliby bliżej niego, ułatwiając wjazdy. Jednak, co jest wręcz niesamowite, nawet bez tego rzutu, Monroe jest w stanie regularnie objeżdżać obronę i robić sobie dogodne miejsce w pomalowanym. Częściej próbuje natomiast rzutu z podobnej odległości, ale ze skrzydła. Robi to z dobrym skutkiem i każde tego typu trafienie wprawia mnie w niekłamaną radość. Na deskach, to nasz stary dobry Greg - 9.7 na mecz, tak jak w zeszłym sezonie. Po bólach wzrostowych z początku sezonu, dochodzi do siebie w wielkim stylu. W lutym gra jak z nut: 18.4 pkt., 13.25 zbiórek, ponad 1.3 bloku i 1.5 przechwytów, przy 3 stratach. A to wszystko w prawie 36 minut na parkiecie. Oczywiście obecność Jose Calderona i nieobecność Andre Drummonda mogły się do tego przyczynić, co nie zmienia faktu, że Łoś jest zdecydowanie w formie. Przed All Star powiedział, że nie czuje się pominięty, bo na Wschodzie są gracze, którzy bardziej zasługiwali na to wyróżnienie. Zgadzam się, ale wierzę, że udział w meczu gwiazd jest już w zasięgu Grega, szczególnie jak Pistons poczynią rozsądne inwestycje i zaistnieją w przyszłym sezonie jako realny kandydat do play off.


King of the bongos

Andre Drummond i jego instrumenty

Pistons, z nielicznymi wyjątkami (czyt. Jose Calderon, Greg Monroe, Kyle Singler), zagrali fatalnie przeciwko Hornets. Tak, przełożyło się to na końcowy wynik. Ale cóż to za wiadomość wobec tego, że Andre Drummond zaczął grać na bongosach. Jest to pomysł naszego guru od przygotowania fizycznego Arnie Kandera, który tłumaczy, że grając, utrzymuje się wyprostowaną postawę, co wzmacnia mięśnie utrzymujące korpus. Ponadto gra na instrumencie angażuje emocjonalnie, podobnie do gry na boisku, co pozwoli Andre zachować odpowiednie nastawienie. Szkoda, że nie mamy większego wglądu w metody stosowane przez Kandera. Jednak wiemy, że wszyscy zawodnicy, przychodzący do Detroit byli pod wrażeniem jego przenikliwości. Kim English mówił, że przy pierwszym spotkaniu Kander miał gotową analizę jego gry i sposobu poruszania. Celnie wypunktował w jakich sytuacjach Kim ma problemy z zachowaniem balansu, którą nogę obciąża w większym stopniu i jakie są tego konsekwencje. Oczywiście od razu zaproponował odpowiednie rozwiązania. Z kolei Grant Hill wyraził niedawno żal, że Pistons bagatelizowali jego kontuzje, co w konsekwencji przyczymiło się do załamania kariery. Jednak od razu dodał, że te komentarze nie dotyczą Arniego Kandera, który jest jednym z najlepszych fachowców w branży. A branża trenerów od przygotowania fizycznego w NBA to elita, która wciąż poszukuje nowych rozwiązań, czerpiąc z najróżniejszych dziedzin wiedzy. Miło wiedzieć, że w Detroit pracuje człowiek, który jest ekspertem w klasie super ekspertów. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się kto i co stoi za odrodzeniem w Detroit Antonio McDyess'a, powrotem Chrisa Webbera do żywych i małym renesansem Tracy'ego McGrady, teraz już wiecie.



P.S.
Cała sprawa z bongosami była podobno żartem i prowokacją. Cóż, i tak dobrze, bo dała pretekst do wspomnienia o dobrej robocie, którą wykonuje Arnie Kander.

Się kręci

Nie było ostatnio czasu, żeby relacjonować bieżące wydarzenia. Pistons stracili Andre Drummonda na ok. miesiąc, przegrali trzy mecze, po czym wygrali dwa. Jose Calderon szybko zaklimatyzował się w Motown i rozdaje celna podania na prawo i lewo. Podobno jest otwarty na perspektywę dłuższego pobytu w Michigan, tym bardziej, że ze ponoć Pistons widzą w nim ważny element przebudowy. Jasne jest, że Tłoki nie wybierają się nigdzie poza sezon zasadniczy. Natomiast pojawia się wiele plotek o możliwych wymianach z ich udziałem. Nie warto tego na razie relacjonować, ale trzeba przyznać, że po latach bez nadziei i beznadziei, klub jest ustawiony w dobrej pozycji do inwestycji. Można mieć wątpliwości, czy Pistons będą w stanie pozyskać odpowiednich wolnych agentów i nie przepłacić. Natomiast od przyszłego sezonu wchodzą ostrzejsze restrykcje podatkowe i niektóre kluby będą musiały podjąć bolesne decyzje, pozbywając się skądinąd wartościowych graczy oraz picków w drafcie. Tłoki, z wieloma kończącymi się kontraktami i ok. 30 mln. $ pod pułapem płacowym na koniec sezonu, chętnie pomogą niektórym potrzebującym. To jak ulokują środki określi kierunek i potencjał nowej drużyny na lata oraz będzie ostatecznym testem dla Joe Dumarsa. Tom Gores dał mu trzy lata na zbudowanie silnej drużyny. Po boleściach ostatnich lat, można śmiało powiedzieć, że wchodzimy w decydującą fazę procesu. Wymiana Prince'a za Calderona udowodniła, że nie będzie półśrodków i łudzenia się, że można odbudować się w oparciu o graczy typu Prince, Jason Maxiell, Rodney Stuckey. Nic, nie ujmując, szczególnie temu pierwszemu, który ostatnio spotkał się ze swoim największym fanem. Na co więc patrzeć do końca tego sezonu. Przez najbliższe 10 dni na plotki transferowe. Natomiast do najistotniejszych kwestii boiskowych zaliczyłbym:
  • Grę Jose Calderona i zrozumienie między nim, a resztą składu. OK, wiemy już, że to się dzieje. Gość jest urodzonym dystrybutorem i wszyscy z tego skorzystają.
  • Powrót Andre Drummonda i jego współpracę z wyżej wymienionym.
  • Przesunięcie Brandona Knighta na dwójkę. OK, widzimy, że odbił się w ostatnich meczach. Wiemy jak pracowitym i dojrzałym ponad wiek jest graczem. Ale jest za mały, żeby być etatowym SG, szczególnie biorąc pod uwagę defensywne braki Calderona. Jaka będzie jego rola? Combo guard z ławki? Kandydat do wymiany?
  • Kyle Singler jako SF. To chyba najlepsza dla niego pozycja i od razu widać, że dobrze się na niej czuje. Ponadto jego aktywność i talent strzelecki dobrze pasują do gry Calderona i Monroe. Ale czy może być długoterminowym rozwiązaniem w pierwszej piątce?