Pierwsze punkty dla Pistons - Greg Monroe po podaniu McGrady'ego. Potem Greg Monroe po podaniu Bena Wallace wzdłuż linii końcowej. Kolejna akcja: Greg Monroe biegnie do kontry, dostaje outlet pass, schodzi w kierunku kosza i podaje do Prince'a, który trafia z linii końcowej. Tak, Greg Monroe znów miał double - double (14pkt, 13 zbiórek). Niestety w drugiej połowie nie był chyba dostatecznie wykorzystywany. Show zrobił dla Pistons Will Bynum, który zdobył 21 pkt w 23 minuty, między innymi tak http://www.nba.com/video/channels/top_plays/2011/02/08/20110208_dotn.nba/ Niestety to wszystko za mało. Pistons trzymali się i zagrali dobry mecz. Na 1:20 przed końcem Austin Daye trafił trójkę, zmniejszając deficyt do 6. Przy świetnej formie Bynuma, sprawa wydawała się otwarta. Ale Richard Jefferson trafił trójkę, a Spurs egzekwowali swoje na linii i utrzymali bezpieczny dystans.
W zeszłym poście zapomniałem wspomnieć o kimś takim jak Matt Bonner. Miękki rzut zza ucha, pochylona sylwetka. Słyszałem opinię, że tylko Spurs brali go na poważnie. Cóż, teraz już wszyscy muszą, bo Matt potrafi trafiać trójki seriami. Ginobili, Parker i DeJuan Blair (18pkt, 12 zbiórek) też zrobili swoje.
Pistons nie dostali dostatecznie dużo od swojego backcourt. Gdyby Bynum mógł tak utrzymać formę - szybkość, siła, zmiana kierunku, dobry przegląd pola. Niestety w tym sezonie znakomite występy przeplata bardzo kiepskimi. Wczoraj Stuckey, Gordon i McGrady za bardzo mu nie pomogli. Uważam, że poza wzmocnieniem pod koszem, trzeba się dobrze zastanowić jak ma wyglądać obwód Tłoków. Poszczególni gracze wnoszą swoje atuty do gry, ale często się nie uzupełniają. Cóż, może ten temat zostanie poważnie rozważony już wkrótce, bo Tom Gores, który miał wyłączny 30 dniowy okres negocjacji, zasiadł w loży The Palace. Biorę to za znak, że upragniona sprzedaż jest blisko.
P.S.
Big Ben o McDyessie:
“McDyess is a great guy,” Wallace said. “A great guy to be around. A fun guy. He can talk and communicate with anybody. If you find somebody around the league that says they don’t like McDyess, then I’ve got a problem with them.”
Heavy D is comming to D
San Antonio Spurs odwiedzą dzisiaj Detroit. Nie będzie takich emocji http://www.nba.com/video/channels/nba_tv/2010/06/16/20100614_2005_game7.nba/index.html ale Spurs są, dość nieoczekiwanie, najlepszym zespołem ligi z niesamowitym bilansem 42-8. Kolejni Celtics są cztery zwycięstwa i pięć porażek za nimi. Jest to jeszcze bardziej niesamowite, jak weźmiemy pod uwagę, że Spurs nie zmienili wiele w porównaniu do zeszłych sezonów, kiedy byli nazywani schodzącą i starzejącą się potęgą. Owszem, dopisuje im zdrowie i to jest rzecz podstawowa. Ale poza dodaniem kilku role players, Ostrogi nie wzmocniły się w zasadniczy sposób. A może inaczej, te wzmocnienia trafiły dokładnie w potrzeby zespołu, inaczej niż np. Lakers. Co więcej, Greg Popovich i jego sztab dostosowali strategię do posiadanych atutów. Spurs dalej polegają na Tony Parkerze, Manu Ginobilim i Timie Duncanie, ale to już nie jest ten defensywny half court jak w 2005. Duncan niewiele rzuca, ale często rozgrywa z high post. Do pierwszej piątki przebojem wdarł się DeJuan Blair, który przy zaledwie dwumetrowym wzroście, ma wystarczające duże ciało i wie jak go użyć, żeby radzić sobie jako startujący PF. A jak ma kłopoty z faulami, zastępuje go były gracz Pistons, Antonio "Dice" McDyess. Dice niedawno dobitką w ostatniej akcji zapewnił Spurs zwycięstwo nad Lakers w LA. Przy mądrej, acz nie dominującej, grze z przodu, Spurs najwięcej atutów wykorzystują w tyłach - wejścia Ginobiliego, Parkera, Jeffersona, George Hilla; rzuty za 3 tych samych + jeszcze Gary Neal - to jest największa siła Spurs. Ale jak przyjdzie postseason, sądzę, że Duncan będzie bardziej wykorzystywany i znów przypomni o swoim przydomku "The Big Fundamental". Na ławce Spurs siedzi oczywiście Greg Popovich, który aktualnie jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do tytułu trenera roku.
A Pistons? Na ich ławce siedzi już trzeci trener od 2005. Jak Joe Dumars zaczynał swoją obecną przebudowę, nadworny felietonista Pistons, Keith Langlois porównał Pistons do Spurs, pisząc, że ci drudzy się starzeją i w końcu ciężar kontuzjowanych, nieefektywnych gwiazd i ich kontraktów przygniecie drużynę na dobre. Tak się nie stało i patrząc jak młodzi gracze rosną w otoczeniu utytułowanych weteranów, którzy zdobyli w San Antonio najwyższe szczyty, odnoszę wrażenie, że być może, nigdy się nie stanie. Jak dużego kredytu zaufania nie miałbym dla Joe D, a wierzcie mi, ten kredyt jest naprawdę duży, to trzeba powiedzieć jasno, że nie miał racji. Zostawienie Billupsa, gracza kluczowego dla drużyny i stopniowa wymiana wysokich graczy (Rasheed Wallace, McDyess) na młodszych sprawiłaby, że może Pistons nie zdobywaliby szczytów, ale dalej byliby mocni, a nowi rośliby w ustalonej strukturze, poznając smak rywalizacji w play off. Tak mamy bałagan i trzeba przyznać trochę racji Prince'owi, stracone sezony. Oczywiście, czasem na śmietniku wyrastają najpiękniejsze kwiaty i wierzę, że Greg Monroe, Jonas Jerebko, Austin Daye kiedyś poprowadzą nas do sukcesów, ale wiem, że nie jeden fan ma to dujmujące wrażenie, że mogło być o wiele lepiej.
Mogło, ale nie jest. Rok temu Tłoki pokonały u siebie Ostrogi po świetnym występie Ripa Hamiltona http://www.nba.com/video/games/pistons/2010/02/21/0020900825_SAS_DET_recap.nba/ Dzisiaj coach Q oświadczył, że nie ma gwarancji, że Hamilton zagra ze Spurs. Nie musi, ale chciałbym mieć gwarancję, że zagrają wszyscy, których wkład będzie w tym dniu niezbędny do zwycięstwa. Inaczej nie ma co marzyć o pokonaniu najlepszego zespołu ligi. Go Pistons!!!
A Pistons? Na ich ławce siedzi już trzeci trener od 2005. Jak Joe Dumars zaczynał swoją obecną przebudowę, nadworny felietonista Pistons, Keith Langlois porównał Pistons do Spurs, pisząc, że ci drudzy się starzeją i w końcu ciężar kontuzjowanych, nieefektywnych gwiazd i ich kontraktów przygniecie drużynę na dobre. Tak się nie stało i patrząc jak młodzi gracze rosną w otoczeniu utytułowanych weteranów, którzy zdobyli w San Antonio najwyższe szczyty, odnoszę wrażenie, że być może, nigdy się nie stanie. Jak dużego kredytu zaufania nie miałbym dla Joe D, a wierzcie mi, ten kredyt jest naprawdę duży, to trzeba powiedzieć jasno, że nie miał racji. Zostawienie Billupsa, gracza kluczowego dla drużyny i stopniowa wymiana wysokich graczy (Rasheed Wallace, McDyess) na młodszych sprawiłaby, że może Pistons nie zdobywaliby szczytów, ale dalej byliby mocni, a nowi rośliby w ustalonej strukturze, poznając smak rywalizacji w play off. Tak mamy bałagan i trzeba przyznać trochę racji Prince'owi, stracone sezony. Oczywiście, czasem na śmietniku wyrastają najpiękniejsze kwiaty i wierzę, że Greg Monroe, Jonas Jerebko, Austin Daye kiedyś poprowadzą nas do sukcesów, ale wiem, że nie jeden fan ma to dujmujące wrażenie, że mogło być o wiele lepiej.
Mogło, ale nie jest. Rok temu Tłoki pokonały u siebie Ostrogi po świetnym występie Ripa Hamiltona http://www.nba.com/video/games/pistons/2010/02/21/0020900825_SAS_DET_recap.nba/ Dzisiaj coach Q oświadczył, że nie ma gwarancji, że Hamilton zagra ze Spurs. Nie musi, ale chciałbym mieć gwarancję, że zagrają wszyscy, których wkład będzie w tym dniu niezbędny do zwycięstwa. Inaczej nie ma co marzyć o pokonaniu najlepszego zespołu ligi. Go Pistons!!!
Don't fear the Deer!! Rip is back!!
Hasło z tytułu posta obowiązywało w drugiej połowie zeszłego sezonu, ale już nie obowiązuje, bo Bucks, również z powodu kontuzji, są dalecy od formy. No, ale w tabeli są wyżej od Pistons i to był mecz wyjazdowy, więc jest OK. Najciekawszy był powrót na boisko Ripa Hamiltona, który zdobył 15 pkt. w 20 minut z ławki. Mało kto wie o co chodzi. Ale nie chodzi o zgodę pomiędzy trenerem i Ripem. Kuester podobno nie poinformował go, że ten znów jest aktywny i dla zawodnika było to takie samo zaskoczenie jak dla fanów. Kuester chyba uwikłał się w sytuację, w której cokolwiek zrobi będzie krytykowane - zostawi Ripa na ławce, to że osłabia drużynę, wstawi go, to jest słaby i niezdecydowany. Ale sam jest sobie winny. Ponadto wyraźnie nie radzi sobie, w takich sytuacjach, w kontaktach z mediami.
Nie wykluczone, że za powrót Hamiltona odpowiada Joe Dumars. Joe raczej nie wtrąca się w relacje trenera z zawodnikami, ale przed meczem udzielił wywiadu, w którym mówił, że starają się wprowadzić Ripa z powrotem do rotacji meczowej. Gdyby nic się nie wydarzyło, spokojnie można by mówić o kurtuazji, a tak jest to znak, że Dumars się wtrącił. Prawdopodobnie o konieczności ewentualnej interwencji przekonały go ostre słowa Prince'a i Wallace'a, którzy krytykowali stosunek trenera do Ripa. Osobiście uważam, że Hamilton powinien grać, chociaż strategia nie powinna być podporządkowana jego ucieczkom po zasłonach. W międzyczasie trzeba szukać okazji do transferu. Tyle!!
Sam mecz był podobny do ostatniego, choć toczył się w wolniejszym tempie. Tradycyjnie dobrze wypadli Prince (12 pkt, 11 zbiórek) i T-Mac (20 pkt) http://www.nba.com/games/20110205/DETMIL/gameinfo.html Oddaję głos do studia.
Nie wykluczone, że za powrót Hamiltona odpowiada Joe Dumars. Joe raczej nie wtrąca się w relacje trenera z zawodnikami, ale przed meczem udzielił wywiadu, w którym mówił, że starają się wprowadzić Ripa z powrotem do rotacji meczowej. Gdyby nic się nie wydarzyło, spokojnie można by mówić o kurtuazji, a tak jest to znak, że Dumars się wtrącił. Prawdopodobnie o konieczności ewentualnej interwencji przekonały go ostre słowa Prince'a i Wallace'a, którzy krytykowali stosunek trenera do Ripa. Osobiście uważam, że Hamilton powinien grać, chociaż strategia nie powinna być podporządkowana jego ucieczkom po zasłonach. W międzyczasie trzeba szukać okazji do transferu. Tyle!!
Sam mecz był podobny do ostatniego, choć toczył się w wolniejszym tempie. Tradycyjnie dobrze wypadli Prince (12 pkt, 11 zbiórek) i T-Mac (20 pkt) http://www.nba.com/games/20110205/DETMIL/gameinfo.html Oddaję głos do studia.
Łoś zerwał sieć
Greg Monroe zaliczył pierwsze w karierze double - double z 20 punktami. Dołożył też 11 zbiórek. Jest teraz bodaj piątym tegorocznym rookie, który tego dokonał. Post - up, drive, lay up, tip shot, dunk - było wszystko. Pistons kontrolowali mecz, nie oddając wypracowanej na początku przewagi. Oprócz Monroe'a, wyróżnić trzeba Tay'a Prince'a (22pkt), Bena Gordona, Tracy'ego McGrady, Austina Daye'a i jego sweet touch.
Trudno się specjalnie ekscytować tym zwycięstwem, ale dobrze, że Pistons zakończyli serię czterech porażek i przynajmniej wygrali z zespołem niżej w tabeli. Monroe wypadł zdecydowanie lepiej, niż wybrany z numerem 3 draftu Derrick Favors. Polepsza się z meczu na mecz. Ciekawe jakie miejsce zajmie w rankingu ROY na koniec roku.
Tymczasem w drużynie wrze i to co było głębokim pęknięciem, skrzętnie maskowanym kępkami mchu, teraz stało się już przepastną wyrwą między weteranami a trenerem. Rip Hamilton został odsunięty od składu, mimo fizycznej gotowości do gry. Bez niego Pistons dysponowali tylko 10ma zawodnikami, bo kontuzje leczą Jerebko, White, Stuckey, Maxiell. John Kuester twardo postawił na swoim, ryzykując, że w przypadku przegranej, będzie krytykowany za zmniejszenie szans swojej drużyny na korzystny rezultat. Pistons wygrali, a Kuester zdawkowo odpowiadał, że odsunięcie Ripa, to wewnętrzna decyzja. Tayshaun Prince i Ben Wallace nie byli już tak zdawkowi i nie po raz pierwszy otwarcie wyrazili swoją dezaprobatę. Prince niedawno skonstatował, że ten sezon jest stracony i podobno traktuje Kuestera jak powietrze. Obaj z Big Benem grają dobrze, ale sytuacja jest bardzo napięta.
Jako, że miesięczny okres negocjacyjny między Karen Davidson, a Tomem Goresem dobiega końca i obie strony milczą, przynajmniej przedstawiciele ligi wypowiedzieli się, że proces trwa i obie strony są mocno zaangażowane w negocjacje. Mam nadzieje, że niedługo będziemy mieli udaną sprzedaż drużyny, a nowy właściciel skończy ten dramat z Kuesterem i Hamiltonem w rolach głównych i zaprowadzi porządek.
Trudno się specjalnie ekscytować tym zwycięstwem, ale dobrze, że Pistons zakończyli serię czterech porażek i przynajmniej wygrali z zespołem niżej w tabeli. Monroe wypadł zdecydowanie lepiej, niż wybrany z numerem 3 draftu Derrick Favors. Polepsza się z meczu na mecz. Ciekawe jakie miejsce zajmie w rankingu ROY na koniec roku.
Tymczasem w drużynie wrze i to co było głębokim pęknięciem, skrzętnie maskowanym kępkami mchu, teraz stało się już przepastną wyrwą między weteranami a trenerem. Rip Hamilton został odsunięty od składu, mimo fizycznej gotowości do gry. Bez niego Pistons dysponowali tylko 10ma zawodnikami, bo kontuzje leczą Jerebko, White, Stuckey, Maxiell. John Kuester twardo postawił na swoim, ryzykując, że w przypadku przegranej, będzie krytykowany za zmniejszenie szans swojej drużyny na korzystny rezultat. Pistons wygrali, a Kuester zdawkowo odpowiadał, że odsunięcie Ripa, to wewnętrzna decyzja. Tayshaun Prince i Ben Wallace nie byli już tak zdawkowi i nie po raz pierwszy otwarcie wyrazili swoją dezaprobatę. Prince niedawno skonstatował, że ten sezon jest stracony i podobno traktuje Kuestera jak powietrze. Obaj z Big Benem grają dobrze, ale sytuacja jest bardzo napięta.
Jako, że miesięczny okres negocjacyjny między Karen Davidson, a Tomem Goresem dobiega końca i obie strony milczą, przynajmniej przedstawiciele ligi wypowiedzieli się, że proces trwa i obie strony są mocno zaangażowane w negocjacje. Mam nadzieje, że niedługo będziemy mieli udaną sprzedaż drużyny, a nowy właściciel skończy ten dramat z Kuesterem i Hamiltonem w rolach głównych i zaprowadzi porządek.
Moose is like ...
http://www.mlive.com/pistons/index.ssf/2011/02/pistons_john_kuester_compares.html John Kuester twierdzi, że Greg Monroe w niektórych aspektach swojej gry jest podobny do Zacha Randolpha. Zupełnie się zgadzam i myślałem już o tym wcześniej kiedy pojawiły się pierwsze, w tym sezonie, plotki o zainteresowaniu Zacha Tłokami i odwrotnie. Tak jak Randolph, Monroe nie gra nad obręczą, ale potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, żeby dobić piłkę na atakowanej tablicy. Podobnie na bronionej desce, Monroe wykorzystuje dobre ustawienie, żeby zbierać piłki, często bez przesadnego odrywania nóg od parkietu. O ile Monroe ma jeszcze długą drogę przed sobą, już pokazał się jako potencjalny double - double guy, co jest specjalnością Z-Bo. Dlatego, choć pozyskanie Randolpha byłoby dla Pistons wielkie, sądzę, że dublowałby pewne umiejętności Monroe'a. A do dublowania fani Pistons mają ogromną awersję - patrz pozycje 2,3.
Co do samego Grega, chciałbym żeby trener zaczął go ustawiać w izolacjach. Nie mówię, że często, ale wiemy, że Monroe dysponuje miękką kiścią i umie rzucić z odległości 15 stóp. Dodanie takiej opcji ułatwiłoby obrońcom penetrację i pozwoliło Gregowi pokazać swój naczelny atut z czasów gry w college'u, czyli podania z high post do ścinających graczy. Taaak, to byłoby naprawdę niezłe!! Fakt, że do tej pory taka zagrywka nie była wykorzystywana jest kolejnym minusem na koncie Kuestera. Może i Monroe przypomina w niektórych aspektach Z-Bo, ale jestem pewien, że byłby od niego lepszym asystentem. Uważam więc, że Pistons najbardziej potrzebują atletycznego zawodnika, który byłby w stanie blokować i grać nad obręczą. Nie to żeby Monroe nie blokował, ale zalicza przeważnie niskie bloki, kiedy przeciwnik zaczyna składać się do rzutu. Wykorzystuje swoje szybkie ręce do wybijania piłek. Dodanie kogoś a'la John Salley stworzyłoby zaporę przed penetracjami i dodało tak potrzebnej siły na desce.
Co do samego Grega, chciałbym żeby trener zaczął go ustawiać w izolacjach. Nie mówię, że często, ale wiemy, że Monroe dysponuje miękką kiścią i umie rzucić z odległości 15 stóp. Dodanie takiej opcji ułatwiłoby obrońcom penetrację i pozwoliło Gregowi pokazać swój naczelny atut z czasów gry w college'u, czyli podania z high post do ścinających graczy. Taaak, to byłoby naprawdę niezłe!! Fakt, że do tej pory taka zagrywka nie była wykorzystywana jest kolejnym minusem na koncie Kuestera. Może i Monroe przypomina w niektórych aspektach Z-Bo, ale jestem pewien, że byłby od niego lepszym asystentem. Uważam więc, że Pistons najbardziej potrzebują atletycznego zawodnika, który byłby w stanie blokować i grać nad obręczą. Nie to żeby Monroe nie blokował, ale zalicza przeważnie niskie bloki, kiedy przeciwnik zaczyna składać się do rzutu. Wykorzystuje swoje szybkie ręce do wybijania piłek. Dodanie kogoś a'la John Salley stworzyłoby zaporę przed penetracjami i dodało tak potrzebnej siły na desce.
Dobre!!!
Ta plotka jest tak dobra, że trzeba się nią zająć, bez przejmowania się prawdopodobieństwem czy realiami. Otóż, Lakers, którzy mają mały kryzys, puścili plotkę, że poważnie rozważają transfer. Nie ważne, że którykolwiek z ich zawodników będzie trudny do sprzedania - zakładam oczywiście, że wyłączamy z dyskusji Kobego, Gasola, Fishera, Odoma i pewnie Bynuma. GM Lakers Mitch Kupchak puścił farbę, a Ron Artest zareagował, że ma nadzieję, że to o niego chodzi i od razu zawrzało. Artest kiepsko sobie radzi w tym sezonie, co dodatkowo podgrzało spekulacje. Tutaj http://www.pistonpowered.com/2011/02/could-pistons-trade-richard-hamilton-to-lakers-for-ron-artest-and-luke-walton/ koncepcja transferu Rona do Pistons oparta na serdeczności jaką ponoć Kobe i Rip się darzą. Ciekawe jak by go przyjęli w Pałacu i co by powiedział Ben Wallace. Ale chwila!! Przecież do the Palace już mało kto przychodzi, więc by się ludziom wmówiło, że w słynnej bójce http://www.youtube.com/watch?v=S5ghRHCpcYQ&feature=related Ron był po naszej stronie i chciał dobrze. A z Big Benem na pewno by się dogadali chodząc wspólnie na siłkę. Ron by go podwoził samochodem. Podobno jest świetnym kierowcą i używa GPS nawet jak jedzie do sklepu dwie przecznice dalej, a kiedyś jadąc czy wracając z meczu Lakers pomylił kierunki i zorientował się dopiero na granicy stanu. Co do koncepcji wymiany, to Ron na pewno przydałby się, zwłaszcza za Hamiltona, który jest odsunięty. To byłoby naprawdę interesujące. Tymczasem polecam kilka ciekawych zdjęć Rona z sieci. Enjoy!!
Hmm...
Pistons meet Kwame Brown and captain Jack
I z tego spotkania nic dobrego nie wynika. A jeszcze gorzej wypadło spotkanie z kapitanem Jackiem, nie Sparrowem, tylko Jacksonem. Co za ulga!! To nie gracz podkoszowy, tylko obwodowy skasował Pistons na 39 pkt. Miła odmiana.Pistons zrobili pogoń w trzeciej kwarcie i prowadzili sześcioma, ale szybko roztrwonili przewagę. Bobcats, którzy byli u kresu serii wyjazdowej mieli więcej energii niż Tłoki. No i defensywa nie działała. Ben Gordon zdobył 20 pkt i miał też 4 asysty. Tay Prince skończył z 16 punktami, a Greg Monroe miał 10 pkt i 8 zbiórek.
Pistons w lutym grają 9 spotkań u siebie i wiele z drużynami poniżej 0.500. To miał być okres, w którym się odbiją i dogonią pierwsza ósemkę. Zaczął się nie najlepiej i dobrze, żeby szybko tendencja się odwróciła.
Nie to żebym zapraszał, ale tu skrót http://www.nba.com/games/20110202/CHADET/gameinfo.html
Coach
O ile nie miałem czasu na zrobienie półrocznego podsumowania wszystkich zawodników, o tyle kwestia oceny trenera wydaje mi się bardzo istotna i zasadniczo wpływa na ocenę niektórych zawodników.
John Kuester z pewnością został postawiony w trudnej sytuacji. Jak owocny by nie był przedsezonowy training camp i niezależnie ile ciepłych słów by padło, to wciąż stał na czele drużyny bez równowagi, z nadmiarem graczy na pozycjach 2,3, z ich pretensjami, z dziurą pod koszem itd, itp...
Jednak uporządkowanie składu, ustalenie rotacji i określenie ról zajęło mu zbyt długo. Przypomnijmy, że Pistons grają płynniej i zaczęli realizować jakiś spójny koncept dopiero pod koniec grudnia!! Zbiegło się to z przesunięciem na ławkę, a następnie usunięciem z rotacji Ripa Hamiltona. Mimo sympatii do Ripa, przychylam się do tezy, że Pistons są obecnie bez niego lepsza drużyną. Odeszli od stylu szukania Ripa urywającego się po zasłonach na rzecz bardziej wielowymiarowej ofensywy. Z korzyścią!! Ale czy to znaczy, że Rip był przyczyną wszystkich bolączek Tłoków z początku sezonu? Na pewno nie. A nawet jak jego styl gry był przeszkodą i pętał potencjał innych graczy, to rolą trenera było zdiagnozować i rozwiązać problem jak najszybciej. Tak się nie stało i wina, że małą stabilizację mamy w styczniu, a nie w listopadzie spada na Kuestera. Oczywiście można powiedzieć, że dopiero z czasem pojawiły się pozytywne elementy, które pozwoliły drużynie złapać drugi oddech - wzrost formy Tracy'ego McGrady, rozwój Grega Monroe etc. Ale to też nie rozgrzesza coacha. Spójrzmy wstecz na fora, gdzie wszyscy postulowali ruchy, których korzyści Kuester zauważył chyba jako ostatni. Przez pierwsze dwa miesiące mieliśmy eksperymenty oparte na schematach gry weteranów ze składu mistrzowskiego 2004. Austin Daye najpierw wychodził w pierwszej piątce jako PF, gdzie wyraźnie się męczył, żeby następnie w ogóle wypaść z rotacji. Jason Maxiell wychodził w pierwszym składzie, żeby grać po 15 minut. C'mon!!! O ile wykorzystanie T-Maca jako rozgrywającego, przesunięcie Rodney'a Stuckey na dwójkę, gra Gregiem Monroem, wykorzystanie Chrisa Wilcoxa i niedawne odrodzenie Austina Daye'a na najlepszej dla niego pozycji SF, ew czasem strech PF, należy zdecydowanie zapisać na plus Kuestera, pamiętajmy, że wciąż są gracze, których potencjał pozostaje niewykorzystany. Jason Maxiell, bez względu na to jak chwiejna bywa jego forma, zawsze wnosi do gry dużo energii i fizyczności. Nie widziałem go na boisku od dawien dawna, a były mecze, jak choćby ostatni z NYK, gdzie mógłby się przydać. Ben Gordon. Tutaj jest haczyk. Gordon, choć rzadko wychodził w pierwszej piątce, grywał sporo i rzadko udawało mu się znaleźć flow w ofensywie. Kuester chwalił BG za pracę w defensywie i ogólne zaangażowanie w grę i miał rację. Gordon nie jest wybitnym obrońcą, ale jest aktywny - zbiera, biega, etc. Nie wyłącza się z gry jak rzut mu nie siedzi. O ile mam pretensje do Gordona o podejmowanie zbyt wielu pochopnych decyzji rzutowych, o tyle mam wrażenie, że wciąż nie jest dobrze wykorzystywany. Gordon jest obecnie na boisku jednym z wielu. Ostatnio stwierdził, że nie jest tu (w Detroit) go to guy. A moim zdaniem, powinien być. Niech dalej stara się polepszać w defensywie, ale w ofensywie trener powinien częściej korzystać ze schematów, które kreowałyby Gordona jako strzelca. To pozwoliłoby mu ustabilizować formę i wykorzystać to co umie najlepiej. Tego czego mu potrzeba w ofensywie, to system który zmaksymalizuje jego możliwości. Na razie takiego systemu nie widać.
Ostatnią kwestią jest ogólnie nie najlepsze panowanie nad grą. O ile to też się z czasem polepszyło, to wciąż niedostateczne korzystanie z time outów, zbyt wolne reakcje trenera na wydarzenia na boisku pozostają bolączką drużyny. Wiem, że Kuester rozrysował kilka świetnych akcji w końcówkach i zrobił kilka brawurowych zmian. Widać, że się stara i już nie zależy mu żeby być lubianym, ale żeby podejmować najlepsze dla drużyny decyzje. W obecnej sytuacji udało mu się w końcu wprowadzić pewną filozofię gry, którą gracze rozumieją i która jest punktem, odniesienia kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli. Pistons stali się drużyną która z każdym potrafi nawiązać walkę. Jestem w miarę spokojny, że w tej sytuacji Pistons będą się powoli polepszali, choć, co nie jest już winą trenera, nie wzbiją się ponad przeciętność.
Biorąc pod uwagę klincz związany ze sprzedażą drużyny i niedawną zwyżkę formy, nie sądzę, abyśmy mogli spodziewać się zmiany na stołku. Ale jeżeli nowy właściciel zażąda głów, lub będzie się zastanawiał co w przyszłym sezonie... Celem, który wyznaczył drużynie Joe Dumars jest awans do play off. Jest możliwe, choć nie sądzę, żeby Pistons udało się prześcignąć Indianę, Milwaukee, Charlotte w walce o ostatnie miejsce na Wschodzie. Jeżeli się uda, nie sądzę, żeby Pistons nawiązali jakąś walkę w samym play off. Jeżeli się uda awansować i wygrać chociażby mecz, a przy tym gryźć parkiet, uznam, że Kuester nie jest wybitny, ale jest całkiem dobrą opcją dla Pistons. Ale na razie nie jest nawet dobry. Polepsza się i w skali 2-5 mogę mu wystawić 3. Byłby pewnie dobrym asystentem, ale jeżeli drużyna zostanie w końcu sprzedana, niech zamieni się miejscami z Brianem Hillem.
Brian Hill ma bogate doświadczenie. Był kilkakrotnie w play off, w tym w wielkim finale i w finale konferencji. Nie jestem znawcą jego dorobku, ale słyszałem od znajomego fana Magic, ze Hill preferuje raczej defensywny styl. Nie wywróciłby Pistons do góry nogami, ale ze swoim doświadczeniem mógłby dodać parę potrzebnych elementów. Z tego co czytałem, cieszy się też szacunkiem graczy. Nie raz widziałem jak rozrysowuje schematy i komunikuje się z zawodnikami, podczas gdy Q patrzy mu przez ramię.
Chciałbym przywołać młodzieńcze wspomnienie finałów '95, kiedy Orlando zostało rozjechane przez Houston, żeby nakreślić jaki styl Hill prezentuje. Niestety pamięci nie starcza, a na powtórki na youtube nie mam czasu. Nie wydaje mi się, żeby tamta porażka, utalentowanego młodego zespołu była jakąś skazą na resume Hilla. Obrońcy tytułu Houston Rockets startowali z szóstego miejsca na Zachodzie a i tak wykosili wszystkich w bardzo przekonującym stylu. Weterani jak Kenny Smith, Clyde Drexler, Robert Horry i przede wszystkim Hakeem "The Dream" Olajuwon po prostu wiedzieli jak grać i mieli jeszcze wystarczająco sił w nogach żeby zdominować młodych Magic. Hill i tak osiągnął bardzo dużo i dobrze, żeby podzielił się swoim spokojem i doświadczeniem jako head coach Tłoków.
John Kuester z pewnością został postawiony w trudnej sytuacji. Jak owocny by nie był przedsezonowy training camp i niezależnie ile ciepłych słów by padło, to wciąż stał na czele drużyny bez równowagi, z nadmiarem graczy na pozycjach 2,3, z ich pretensjami, z dziurą pod koszem itd, itp...
Jednak uporządkowanie składu, ustalenie rotacji i określenie ról zajęło mu zbyt długo. Przypomnijmy, że Pistons grają płynniej i zaczęli realizować jakiś spójny koncept dopiero pod koniec grudnia!! Zbiegło się to z przesunięciem na ławkę, a następnie usunięciem z rotacji Ripa Hamiltona. Mimo sympatii do Ripa, przychylam się do tezy, że Pistons są obecnie bez niego lepsza drużyną. Odeszli od stylu szukania Ripa urywającego się po zasłonach na rzecz bardziej wielowymiarowej ofensywy. Z korzyścią!! Ale czy to znaczy, że Rip był przyczyną wszystkich bolączek Tłoków z początku sezonu? Na pewno nie. A nawet jak jego styl gry był przeszkodą i pętał potencjał innych graczy, to rolą trenera było zdiagnozować i rozwiązać problem jak najszybciej. Tak się nie stało i wina, że małą stabilizację mamy w styczniu, a nie w listopadzie spada na Kuestera. Oczywiście można powiedzieć, że dopiero z czasem pojawiły się pozytywne elementy, które pozwoliły drużynie złapać drugi oddech - wzrost formy Tracy'ego McGrady, rozwój Grega Monroe etc. Ale to też nie rozgrzesza coacha. Spójrzmy wstecz na fora, gdzie wszyscy postulowali ruchy, których korzyści Kuester zauważył chyba jako ostatni. Przez pierwsze dwa miesiące mieliśmy eksperymenty oparte na schematach gry weteranów ze składu mistrzowskiego 2004. Austin Daye najpierw wychodził w pierwszej piątce jako PF, gdzie wyraźnie się męczył, żeby następnie w ogóle wypaść z rotacji. Jason Maxiell wychodził w pierwszym składzie, żeby grać po 15 minut. C'mon!!! O ile wykorzystanie T-Maca jako rozgrywającego, przesunięcie Rodney'a Stuckey na dwójkę, gra Gregiem Monroem, wykorzystanie Chrisa Wilcoxa i niedawne odrodzenie Austina Daye'a na najlepszej dla niego pozycji SF, ew czasem strech PF, należy zdecydowanie zapisać na plus Kuestera, pamiętajmy, że wciąż są gracze, których potencjał pozostaje niewykorzystany. Jason Maxiell, bez względu na to jak chwiejna bywa jego forma, zawsze wnosi do gry dużo energii i fizyczności. Nie widziałem go na boisku od dawien dawna, a były mecze, jak choćby ostatni z NYK, gdzie mógłby się przydać. Ben Gordon. Tutaj jest haczyk. Gordon, choć rzadko wychodził w pierwszej piątce, grywał sporo i rzadko udawało mu się znaleźć flow w ofensywie. Kuester chwalił BG za pracę w defensywie i ogólne zaangażowanie w grę i miał rację. Gordon nie jest wybitnym obrońcą, ale jest aktywny - zbiera, biega, etc. Nie wyłącza się z gry jak rzut mu nie siedzi. O ile mam pretensje do Gordona o podejmowanie zbyt wielu pochopnych decyzji rzutowych, o tyle mam wrażenie, że wciąż nie jest dobrze wykorzystywany. Gordon jest obecnie na boisku jednym z wielu. Ostatnio stwierdził, że nie jest tu (w Detroit) go to guy. A moim zdaniem, powinien być. Niech dalej stara się polepszać w defensywie, ale w ofensywie trener powinien częściej korzystać ze schematów, które kreowałyby Gordona jako strzelca. To pozwoliłoby mu ustabilizować formę i wykorzystać to co umie najlepiej. Tego czego mu potrzeba w ofensywie, to system który zmaksymalizuje jego możliwości. Na razie takiego systemu nie widać.
Ostatnią kwestią jest ogólnie nie najlepsze panowanie nad grą. O ile to też się z czasem polepszyło, to wciąż niedostateczne korzystanie z time outów, zbyt wolne reakcje trenera na wydarzenia na boisku pozostają bolączką drużyny. Wiem, że Kuester rozrysował kilka świetnych akcji w końcówkach i zrobił kilka brawurowych zmian. Widać, że się stara i już nie zależy mu żeby być lubianym, ale żeby podejmować najlepsze dla drużyny decyzje. W obecnej sytuacji udało mu się w końcu wprowadzić pewną filozofię gry, którą gracze rozumieją i która jest punktem, odniesienia kiedy sytuacja wymyka się spod kontroli. Pistons stali się drużyną która z każdym potrafi nawiązać walkę. Jestem w miarę spokojny, że w tej sytuacji Pistons będą się powoli polepszali, choć, co nie jest już winą trenera, nie wzbiją się ponad przeciętność.
Biorąc pod uwagę klincz związany ze sprzedażą drużyny i niedawną zwyżkę formy, nie sądzę, abyśmy mogli spodziewać się zmiany na stołku. Ale jeżeli nowy właściciel zażąda głów, lub będzie się zastanawiał co w przyszłym sezonie... Celem, który wyznaczył drużynie Joe Dumars jest awans do play off. Jest możliwe, choć nie sądzę, żeby Pistons udało się prześcignąć Indianę, Milwaukee, Charlotte w walce o ostatnie miejsce na Wschodzie. Jeżeli się uda, nie sądzę, żeby Pistons nawiązali jakąś walkę w samym play off. Jeżeli się uda awansować i wygrać chociażby mecz, a przy tym gryźć parkiet, uznam, że Kuester nie jest wybitny, ale jest całkiem dobrą opcją dla Pistons. Ale na razie nie jest nawet dobry. Polepsza się i w skali 2-5 mogę mu wystawić 3. Byłby pewnie dobrym asystentem, ale jeżeli drużyna zostanie w końcu sprzedana, niech zamieni się miejscami z Brianem Hillem.
Brian Hill ma bogate doświadczenie. Był kilkakrotnie w play off, w tym w wielkim finale i w finale konferencji. Nie jestem znawcą jego dorobku, ale słyszałem od znajomego fana Magic, ze Hill preferuje raczej defensywny styl. Nie wywróciłby Pistons do góry nogami, ale ze swoim doświadczeniem mógłby dodać parę potrzebnych elementów. Z tego co czytałem, cieszy się też szacunkiem graczy. Nie raz widziałem jak rozrysowuje schematy i komunikuje się z zawodnikami, podczas gdy Q patrzy mu przez ramię.
Chciałbym przywołać młodzieńcze wspomnienie finałów '95, kiedy Orlando zostało rozjechane przez Houston, żeby nakreślić jaki styl Hill prezentuje. Niestety pamięci nie starcza, a na powtórki na youtube nie mam czasu. Nie wydaje mi się, żeby tamta porażka, utalentowanego młodego zespołu była jakąś skazą na resume Hilla. Obrońcy tytułu Houston Rockets startowali z szóstego miejsca na Zachodzie a i tak wykosili wszystkich w bardzo przekonującym stylu. Weterani jak Kenny Smith, Clyde Drexler, Robert Horry i przede wszystkim Hakeem "The Dream" Olajuwon po prostu wiedzieli jak grać i mieli jeszcze wystarczająco sił w nogach żeby zdominować młodych Magic. Hill i tak osiągnął bardzo dużo i dobrze, żeby podzielił się swoim spokojem i doświadczeniem jako head coach Tłoków.
Greg Monroe powołany do Rookie Challenge
Greg Monroe zagra w meczu pierwszo i drugoroczniaków podczas weekendu gwiazd w Los Angeles. Kandydatów powoływali w głosowaniu asystenci trenerów. Obok Grega, wśród rookies zobaczymy Blake'a Griffina, Johna Walla, Erica Bledsoe, DeMarcusa Cousinsa, Derricka Favorsa, Wesa Johnsona, Gary'ego Neala i Landry Fieldsa. Z graczy wybranych wyżej od Monroe'a zabraknie Evana Turnera i Ekpe Udoha. W zeszłym roku, w Rookie Challenge, Pistons reprezentował Jonas Jerebko. Mam nadzieję, że tak Szwed jak i Łoś będą przez wiele lat błyszczeć w składzie Tłoków. Go Greg!!!
Z prasy
... o tym jak niestabilna sytuacja własnościowa powoduje nie tylko zamrożenie wszelkich większych ruchów kadrowych, ale też odpływ fachowców i stagnację marketingową. Czytałem plotki, że skoro Karen Davidson nie może teraz dostać za drużynę, tyle, na ile niedawno wyceniał ją Forbes, to być może poczeka, aż rynek się odbije. Moim zdaniem, czekanie spowoduje tylko dalszy spadek wartości, bo jak tchnąć w organizację pozytywnego ducha, kiedy wisi nad nią perspektywa zmiany właściciela. Kto przyjdzie żeby realizować nową strategię wiedząc, że prędzej czy później wszystko może być, jeżeli nie wywrócone, to przynajmniej zrewidowane. Polecam http://www.detroitnews.com/article/20110131/SPORTS0102/101310354/1127/sports0102/Pistons%E2%80%99-future-hinges-on-sale oraz http://www.freep.com/article/20110201/COL08/102010444/1051/sports03/Drew-Sharp-Ownership-s-indecision-killing-Pistons
Subskrybuj:
Posty (Atom)








